Akceptacja siebie, a intymność i poczucie własnej wartości. Jeśli sami nie akceptujemy siebie, to trudno będzie nam budować głębokie i intymne związki z innymi. Akceptacja siebie to fundament naszego psychicznego dobrostanu. Rzadko kiedy odważam się na generalizacje. Psycholog czy psychoterapeuta zazwyczaj zaczyna odpowiadać na
Ważne, żeby spadkodawca wyraźnie ujawnił, że takiego zachowania nie akceptuje, a spadkobierca takie wskazanie zignorował. Jak wyjaśnił Sąd Okręgowy we Wrocławiu (wyrok z 24 czerwca 2013 r., sygn. akt I C 284/12), zachowanie spadkobiercy musi być uporczywe, tzn. długotrwałe, zawinione, celowe i przemyślane, czemu towarzyszy
Witam! Otóż jestem w strasznych tarapatach i nie wiem co robić!:( Chodzi mianowicie o to ,że moi rodzice nie akceptują mojej dziewczyny. Jesteśmy ze sobą ponad 2 lata, a oni ciągle mnie do
1/1 10 zachowań, które świadczą o tym, że masz toksyczną teściową. 5. Z uśmiechem cię oczernia. Pół biedy, jeśli twoja teściowa cię nie lubi i się specjalnie z tym nie kryje, ale nie psuje ci opinii. Gorzej, jeśli nie tylko nie lubi i się z tym nie kryje, ale też oczernia cię nawet w twoim towarzystwie. Toksyczna teściowa
satoja Re: bliskie relacje teściowa-syn, a święta 10.12.12, 20:05. Jak najbardziej teściowa ma prawo wyjść na spacer w trakcie długiego biesiadowania reszty a nie tylko siedzieć za stołem. Co więcej, można by zaproponować reszcie towarzystwa wspólny spacer po okolicy jako przerywnik między kotletem a podaniem ciasta.
Dobra, sprawa mieszkania dla mnie jest jasna. Matka chciała,żebyście spłacili dług - spłaciliście. Twoi rodzice? Jest możliwość,żebyście u nich zamieszkali? A jeśli nie Twoi rodzice to zagadaj z kimś innym kto mógłby was przechować na jakiś czas. Jeśli sie nie uda, to mieszkajcie z nią tak długo jak to konieczne.
Pochwały oczywiście funkcjonują w obydwu kierunkach: synowa docenia pomoc teściowej, a teściowa nagradza starania synowej. Pozwólcie się wzajemnie poznać. Zamiast od początku nastawiać się na „anty”, lepiej otworzyć się na ludzi. Zainteresować się nimi, zaciekawić ich pasjami, tym, co lubią, a czego nie znoszą.
HaWaI7. zapytał(a) o 18:37 Co zrobić gdy w domu nikt Cię nie akceptuje? Mam problem. W domu nikt mnie nie akceptuje. Babcia odnosi się do mnie prawie codziennie krzycząc, mama jest jakaś dziwna, 'zwala' na mnie całą winę itp. Proszę, doradźcie mi co robić gdy jest u mnie tak w domu. Bardzo proszę... Pozdrawiam. [Wiek - 12 lat] Odpowiedzi Porozmawiaj.. zgłoś się do szkolnego psychologa. :) Na pewno Ci pomoże ;* Wiki :D odpowiedział(a) o 18:38 współczucie porozmawiaj albo w szkole powiedz pedagogu i on może sprawe załatwić pogadaj szczerze z rodziną (najlepiej z każdym osobno) mi pomogło Love41 odpowiedział(a) o 18:41 Niestety, mojej mamy zawsze przez pół dnia w domu nie ma bo pracuje, a babcia nie lubi gdy z nią rozmawiam... ;((( blocked odpowiedział(a) o 18:42 Mam taki sam problem. Szkolny pedagog.... zależy. U mnie w sQl mamy beznadziejnego pedagoga. To wogole z nimi nie rozmawiaj. Wszystko rob dobrze tak zeby się ciebie nie czepiali. InnaJa odpowiedział(a) o 18:43 Ja na twoim miejscu najpierw bym im wtgarneła wszystkim, bo bym tego nie wytrzymała. A potem na pewno zrozumieliby o co ci chodzi więc powinno byc lepiej, ale nie we wszystkich wypadkach działa :D Może po prostu maja teraz taki okres i za kilka dni im przejdzie. Po prostu widocznie teraz tak musi byc i przyzwyczajs ię do tego bo to twoja rodzina i musisz z nią mieszkac xD blocked odpowiedział(a) o 14:47 Hej jestem w tym samym wieku co ty i mam ten sam problem,gadanie nic nie da tylko ja mam tak że mnie mama nie docenia a siorke tak ja muszę łazić do sklepów po zakupy i w ogóle robić wszystko a siorka nie więc nie wiem sama mam ten problem mama tez się na mnie prawie ciągle drze :/ Może poprostu zapytaj mame i babcie czy mają ci coś za złe dlaczego cie tak traktują i powiedz że jest ci z tym źle powinnyście pogadać. Olcia14 odpowiedział(a) o 18:41 Ucieknij z domu.(Schowaj się gdzieś) wtedy zaczną cię szukać i jak znajdą to zrozumną że się w domu żle czujesz. Uważasz, że ktoś się myli? lub
Jak już pisałam w innym wątku, w marcu będziemy z moim partnerem obchodzić 4 rocznicę naszego ze sobą ponad 3 lata (3 lata i 2 miesiące). Przeprowadzil się do mnie po 9 miesiącach związku, z domu rodzinnego oddalonego o 300 km od mojego miasta. Nie było to łatwe. Mój ukochany pochodzi ze wsi - jego rodzice mają duże gospodarstwo, jest co robić. Mama jest wręcz zakochana w roli i nie widzi nic poza nią. Klapki na oczach. Luby według jej planu mial się tam ożenić i tam zostać pomagając w pracach gospodarskich. Dodatkowym problemem dla teściowej jest fakt, że jestem niepełnosprawna - poruszam się na wózku. Jest zła, że nie będę "panią rolnik", że zabrałam jej syna, i niestety jak jawnie mówi, wstydzi się mnie, chociaż moja choroba nie wpływa na mój wygląd, zachowanie czy inteligencję. Po prostu sobie siedzę na wózku - nic więcej, ale dla niej to duża wada...Przez 3,5 roku naszego związku luby dążył do tego, aby cierpliwością i dobrocią przekonać mamę do nas, do mnie. Były wielokrotne awantury z jej strony, płacz, namawianie do powrotu. Raz nawet do mnie dzwoniła wybić mi z głowy swojego syna, przez poł h opowiadała o tym jak kochał swoją byłą, jak się jej oświadczał i życia poza nią nie widział. Twierdziła, że kochał tylko tamtą, a ze mną to tylko zauroczenie, że się pogubił. Dodać trzeba, że faktycznie był zaręczony, z wyznaczoną datą ślubu, ale sam zostawił tamtą kobietę. Powiedział, że się wypalił, ża zaręczyny były wymuszone przez nią i ich rodziny. Zakończył to zanim było za każdym razie pomimo jęków i szlochów mamy on nadal tu jest i nie zamierza wracać. Wiem, że mnie kocha, w tym roku zamierza mi się oświadczyć. Jest nam ze sobą naprawdę wrześniu, w końcu po tych 3,5 roku związku, mama pozwoliła mnie do siebie przywieźć. Pojechaliśmy na obiad. Było naprawdę miło. Wszyscy przyjęli mnie bardzo ciepło. Byłam szczęśliwa. Mama mnie wyprzytulała, wycałowała i popłakała się z tego wszystkiego. Myślałam, że to koniec tej okropnej sytuacji. Miesiąc później wpadliśmy do nich na weekend. Też było cudownie. Spędziłam z mamą dużo czasu, rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się. Potem było wspólne Boże Narodzenie. Też było cudownie. Dostałam od niej prezent, cudowne życzenia. Pomagałam w kuchni - chciałam pokazać, że potrafię wiele rzeczy zrobić pomimo wózka, i wydawało mi się, że jej trochę zaimponowałam. No i lipa...Pod koniec stycznia mój kochany pojechał na weekend do rodzinnego domu. Już kiedy dzwonił do mnie stamtąd wyczułam, że coś jest nie tak. Po powrocie wyciągnęłam z niego o co chodzi. Myślałam, że powiedział mamie, że będziemy się zaręczać, żenić (bo jego młodsza siostra zaręczyła się w Święta, teraz temat jej ślubu jest na topie, uznałam więc, że to dobra okazja, aby mój luby oznajmił, że będzie i drugi ślub, żeby przygotować psychicznie mamę). Wiem, że po takiej wiadomości pewnie by znowu miala jakieś wątpliwości ale pewnie chwilowe - w końcu zaprosiła mnie na Święta, była taka miła. Niestety nie chodzilo o to. Po wielu miesiącach mama wróciła do wersji awantury pt "kiedy wrócisz do domu, ona niszczy ci życie" oraz "czy na pewno pójdziecie na ślub kuzynki w czerwcu, bo ja się wstydzę twojej dziewczyny".No i była awantura. I jest mi teraz cholernie źle. Bo okazala się taka dwulicowa, podła. Powiedziałam mu o tym, nie zaprzeczył. Jemu też jest ciężko, i mówi, że kiedyś padnie na zawał, i tyle z tego będzie. Powiedział też, że ja i teściowa powinnyśmy sobie wyjaśnic co nam leży na sercach. Odrzekłam, że nie, to nie nasza rola. Nie ma sensu abyśmy przerzucały się argumentami kto ma do niego większe prawa. To jego decyzja i to on musi uciszyć mamę. Skoro od 4 lat nie udało się przekonać jej cierpliwością, dobrocią, to pora powziąć inną drogę. Trochę mu wjechałam na ambicję bo powiedziałam, że skoro jest prawdziwym mężczyzną, i chce ze mną być, ożenić się, to powinien w końcu po męsku walnąć pięścią w stół, i powiedzieć jasno, że nie wróci, ożeni się ze mną i tu zostaje. Wiecie, ona widzi, że pomimo tego, że razem mieszkamy ponad 3 lata, to on nic w domu nie mówi, że planujemy się pobrać. No to myśli sobie, że pewnie on ma wątpliwości i może w końcu go wszystko powiedziałam jemu, milczał, słuchał jedynie, a wiem, że kiedy słucha i milczy to wiem, że mam rację. A parę dni później mnie olśniło, że jednak było inaczej. Przy kolacji luby powiedział, że mama nie dzwoni do niego od tygodnia i jest ciężko obrażona, ale on dzwonić nie wtedy BUUUUM - mój mózg eksplodował - już wiem o co chodzi !!Poskładałam wszystko do kupy i zgadza luby w ostatnich dniach daje różne - celowe i niecelowe sygnały, że wkrótce nastąpią zaręczyny. Myślę, że max to nasza rocznica po koniec powrocie z domu rodzinnego wystawił na sprzedaż nasze obecne auto bo zamierzamy kupić większe. Nie wiadomo kiedy obecne się sprzeda, ale jeśli sprzeda się zaraz, to nie wiemy kiedy znajdziemy jakieś nowe warte kupna, więc jest szansa, że do końca marca mój luby nie odwiedzi znów domu. Ponadto mama nawet po jego przeprowadzce tutaj nigdy nie milczała tak długo, a teraz jest obraza na całego. Nawet nie dzwoni do opieprzyć, że on się do niej nie odzywa. On też ma ją gdzieś. Z domu ostatnio nie przywiózł nic, nawet jednego ziemniaka, a zawsze obładowywali mu samochód - nawet w najgorszym okresie - wiecie jak to powrót od rodziny ze wsi. Jeszcze dodatkowo ukrywał to, że coś się wydarzyło, musiałam to z niego wyciągać, więc pod naciskiem powiedział, że mama wróciła do starej wersji wydarzeń co było naprawdę dziwne, że tak jej nagle znowu i olśniło mnie - on jednak powiedział w domu, że będzie się zaręczał i żenił. Stąd awantura, stąd teraz milczenie. Zakomunikował swoje plany i mama wie, że mi z tym wszystkim źle. Chciałabym zgody. Jak tam byłam naprawdę dobrze się czułam. A tu taki klops. I smutno mi bo widzę, że i on cierpi
Moze zaczne od tego, ze tesciowie nie lubili mnie od samego poczatku, powod - pochodze z biedniejszej rodziny niz oni. Ale prawdziwy koszmar zaczal sie w dniu slubu, prawie juz 3 lata temu i tak trwa to do dzis, a z dnia na dzien jest gorzej! powod? nie chcialam zamieszkac z tesciami po slubie, najpierw mieszkalismy u mnie, potem kupilismy wlasne "m". W ciagu tych paru lat ludzie ci wyrzadzili mi mnostwo przykrosci - najwieksza bylo to, ze na wiesc o ciazy zasmucili sie strasznie i nie chcieli, by ciaza byla donoszona, wrecz zyczyli mi bym poronila!!! i ciaza byla zagrozona od 4 m-ca, a oni sie cieszyli!!! tej okropnosci nie jestem im w stanie wybaczyc NIGDY! Ale to, co stalo sie w miniony wekend to juz poprostu totalna porazka i pojechanie po mnie po calosci!:(:(:( Otoz...W miniony piatek moja tesciowa znow wywolala wielka awanture, po ktorej razem z mezem postanowilismy wybrac sie razem do tesciow i porozmawiac o tym jak mnie traktuja, jak nas traktuja.(chodzilo o to, ze zadzwonila z pretensjami dlaczego jej nie odwiedzamy itp, w czasie rozmowy wyniklo, ze w walentynkowa niedziele bratu meza urodzila sie corka, do piatku nie mielismy o tym zielonego pojecia, spytalam czemu nikt nam o tym nie powiedzial, ze jestesmy przeciez rodzina, a potraktowana nas jakbysmy byli obcy, wykrzyczala mi wtedy, ze mi nic nie musieli mowic, bo to nie moja sprawa, ze nic mi do tego i ze ja ich najblizsza rodzina nigdy nie bylam i z pewnoscia nie bede!!) Powiedzialam tesciom - spokojnie, ze jest mi przykro, ze wmawiaja mi rozne rzeczy, ktre nie sa prawda, ze moich rodzicow traktuja jak powietrze - nie sa nawet w stanie powiedziec im dzien dobry na ulicy, ze jest mi przykro, ze jak bylam w ciazy to zyczyli mi, bym poronila (bo nie doroslismy do bycia rodzicami!), a teraz maja pretensje, ze nie chodze do nich z wnuczkiem i w ogole rzadko ich odwiedzamy. A co oni na to? wyparli sie wszystkiego, wyzwali mnie (krzyczeli na caly glos, tak ze na pewno caly blok slyszal!), ze to wszystko nieprawda (te moje zarzuty), ze jestem falszywa, ze chce ich sklocic z synem, ze jestem chora psychicznie i powinnam isc do lekarza sie leczyc!!! tesciu powiedzial, ze chcialam zdobyc tylko ich pieniadze, a jak nam grosza nie dali, to sie na nich dupa wypielam i tyle!!! maz stanal w mojej obronie, ale tez zaczeli go wyzywac. Wtedy zwyczajnie sie rozkleil, powiedzial, ze jest mu strasznie przykro, ze boli go ich zachowanie. Wtedy oni zaczeli go przepraszac, powiedzieli, ze jest ich synem, ze zawsze moze na nich liczyc, ze oni mu pomoga itp, ze chodzi im tylko o ta zmije (czyli o mnie) i jej klan (czyli moja rodzine), ze nigdy mnie nie zaakceptuja jaka czlonka ich rodziny, bo jestem pazerna na ich pieniadze! wtedy maz odpowiedzial, ze ja przeciez jestem teraz jego najblizsza rodzina i moi rodzice tez i ze musza zmienic swoj stosunek do mnie, aby bylo lepiej. Wowczas nic juz nie odpowiedzieli, pozegnalismy sie i wrocilismy do domu. Przeplakalam caly wekend (w czasie tej rozmowy tesciowie wmawiali mi rozne nieprawdziwe rzeczy, czepiali sie jakis glupot sprzed 6 lat nawet, ze np widzieli mnie jak calowalam sie w parku z ich synem, ze jestem latawica itp, poprostu chore!!!). Nie wiem co mam teraz zrobic. Najchetniej to chcialabm zerwac z nimi definitywnie wszelkie kontakty. Ale wiem, ze wowczas beda gnebic mojego meza, beda mu ciagle cos na mnie nagadywac, truc itp Wiem, ze jak pojde z nim do nich to przy mnie bedzie w miare mozliwa atmosfera, bedziemy rozmwiac o pogodzie itp Jest tez sprawa synka. Na pewno wiem, ze nigdy nie zostawie go z nimi samego. Ale czasem chyba bedzie z nim do nich pojsc. Przeciez dziecko bedzie roslo i bedzie pytalo o dzoadkow. Wiem, ze gdy zerwe z nimi kontakt (maz tego nie zrobi) to moze byc jeszcze gorzej. To sa ludzie, ktorzy gdy potem spotkaja mnie na miescie to przy obcych wyzwia mnie na ulicy od najgorszych. Moze wiec utrzymywac z nimi takie sporadyczne kontakty, aby nie latali po miescie i na mnie nie nagadywali? Z drugiej strony tak mnie wyzwali, tak ponizyli i co isc teraz do nich i zachowywac sie jak gdyby nigdy nic? o czy w ogole rozmwiac, jak sie odezwac??? przeciez to bedzie tak jakbym godzila sie na te upokorzenia???? JAK JA MAM SIE TERAZ ZACHOWAC W CALEJ TEJ SYTUACJI??? No, wyzalilam sie, teraz choc troche lzej jest mi na duszy... choc i tak smutno i plakac sie chce:(:(
co zrobic gdy tesciowa mnie nie akceptuje